Dariusz Mioduski: Jesteśmy zainteresowani Kapustką, on już dawno powinien u nas grać

2020-07-13 7:52 Piotr Koźmiński
Dariusz Mioduski, Legia Warszawa
Autor: Cyfra Sport Dariusz Mioduski

Dariusz Mioduski, prezes i właściciel Legii Warszawa, świętuje kolejny tytuł mistrzowski, choć, jak zaznacza, myśli już przede wszystkim o przyszłości. Zdaje sobie sprawę, że klub potrzebuje wzmocnień i zapewnia, że takowe będą. Bramkarz, napastnik to między innymi pozycje, na których można się spodziewać nowych piłkarzy na Ł3. Z prezesem mistrzów Polski rozmawialiśmy nazajutrz po wygranym, decydującym o tytule, meczu z Cracovią.

- Które to mistrzostwo Legii - 14. czy 15.?
Dariusz Mioduski:
- W 1993 roku nie było mnie fizycznie w klubie, nie przeżyłem tego z bliska, więc nie mam teraz takiego poczucia, że było mi coś wtedy osobiście zabrane. Podchodzę do tego na zasadzie historycznego sporu, ale będąc legionistą, oczywiście przychylam się do naszej wersji, czyli że to jest nasze 15. mistrzostwo. Wiadomo, że była to kolejka cudów, kombinowanie, ale jak rozmawiam z ludźmi, to niekoniecznie było tak, że u nas kombinowanie było większe albo że w ogóle jakiekolwiek było. Żadnych dowodów na to nie ma, dlatego nie akceptuję tamtej decyzji podjętej przy zielonym stoliku. Niech gadają, co chcą, ale dla mnie to nie jest pełnowartościowe mistrzostwo Lecha, bo mistrzem wtedy powinna zostać Legia. Jeśli ktoś uważa inaczej, nawet dzisiaj, niech przedstawi dowody, udowodni i ukarze tych ludzi, którzy grali wtedy nieuczciwie. Dla mnie to jest tak samo niezrozumiałe, jak sytuacja z naszą drugą drużyną, która też nie mogła w czerwcu zagrać zaległego meczu z Sokołem Ostróda i który być może sprawiłby, że w nadchodzącym sezonie nasze rezerwy grałby w drugiej, a nie w trzeciej lidze. Z tym też nie mogę się pogodzić.

Co Vuković i Cierzniak mieli na myśli? SE odsłania tajemnicę Legii

Super Sport 10 VII

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

- Jak pan odebrał tegoroczne mistrzostwo?
- Po pierwsze uważam, że Legia co roku powinna być mistrzem, bo to jest klub, który po prostu zasługuje na to, by regularnie sięgać w kraju po to trofeum. Ostatnie sześć lat pokazuje jednak, że to wcale nie jest takie oczywiste. Od czasów Henninga Berga, który w 2014 roku triumfował na trzy kolejki przed końcem, zawsze biliśmy się o tytuł do ostatniej kolejki. Niestety nie zawsze z dobrym skutkiem. W tym sezonie ogrom włożonej pracy sprawił jednak, że mieliśmy naprawdę duży komfort. Od dwóch-trzech tygodni wiedzieliśmy, że pewnie zmierzamy po ten tytuł, że jest blisko. Emocjonalnie to na pewno jest dla nas ważny moment, ale nie ma w nas teraz poczucia ulgi czy spełnienia, bo to mistrzostwo to tylko dla nas przepustka, by iść dalej. Wejść na jeszcze wyższy poziom nie tylko na boisku, ale też poza boiskiem. Mam tu na myśli choćby nasz nowy ośrodek, który pozwoli nam postawić ten kolejny krok.

- Trener Vuković mówi, że nie jesteście jeszcze nawet w połowie drogi.
- Bo to prawda: nie jesteśmy. Zresztą w ogóle w piłce nożnej, i za to ją właśnie kochamy, nigdy nie można osiadać na laurach. Jeśli cały czas nie próbujesz się rozwijać, nie dążysz do doskonałości, to po prostu zostajesz z tyłu, ktoś inny cię wyprzedzi. Dlatego u nas ta praca nigdy nie będzie skończona. Naszym fundamentem powinno być nie tylko zdobywanie mistrzostw Polski, ale też regularna gra w pucharach. To jest w tej chwili nasz główny cel.

Kuciak w Legii? Oto jak wyglądają negocjacje w tej sprawie

Aleksandar Vuković
Autor: JACEK KOZIOL/SUPER EXPRESS Aleksandar Vuković

- A słyszał pan, co po meczu z Cracovią na konferencji prasowej powiedział trener Aleksandar Vuković? Otwarcie zaapelował o transfery pięciu-sześciu nowych zawodników do Legii, na poziomie Filipa Mladenovicia?
- Nie, nie słyszałem. Ale nie jestem zaskoczony. Taka jest rola trenera, by pchać tę drużynę do przodu. Wszyscy chcemy, by ona cały czas robiła postęp. Gdyby nie kontuzje Marko Vesovicia i Jose Kante - a szczególnie Marko, który może grać jako boczny obrońca i skrzydłowy - pewnie te potrzeby byłby mniejsze. Ale i tak jesteśmy świadomi, że cały czas musimy się wzmacniać. Czy przyjdzie do nas aż pięciu-sześciu piłkarzy na najwyższym poziomie? Tego teraz obiecać nie mogę, ale na pewno zrobimy wszystko, by tak się stało i trener był zadowolony.

- Spodziewał się pan i oczekiwał tak wspaniałej dekady, w której Legia ani razu nie zeszła z podium, zdobyła sześć mistrzostw i Pucharów Polski?
- Nie patrzę aż tak bardzo w przeszłość, ale jak już czasem zerknę, to dla mnie najważniejszą historią jest ta od 2013/14. Czyli od sezonu, w którym nawet nie tyle ten mój związek z Legią stał się bliższy, bo zaangażowany byłem już wcześniej, ile sam zacząłem mieć bezpośredni wpływ na to, co się tutaj dzieje. Od kiedy mogę powiedzieć, że to jest moja Legia. Z przepiękną historią, ale też trzeba rozgraniczyć pewne epoki, bo nie ma co porównywać tej Legii nawet do tej z lat 90., która też składała się z wybitnych piłkarzy, bo czasy wtedy były zupełnie inne. Praktycznie wszyscy najlepsi piłkarze grali wtedy w Polsce, często właśnie w Legii. Dzisiaj, jeśli ktoś jest wybitny, a szczególnie Polak, to zaraz nie ma go ani w Legii, ani w ekstraklasie. Jest o wiele trudniej zbudować bardzo dobrą drużynę niż kiedyś, dlatego uważam, że te ostatnie lata w wykonaniu Legii były fenomenalne. Ale powtarzam: nie zajmuje mnie to aż tak bardzo. Analizowanie przeszłości w porównaniu do przyszłości zajmuje jeden, może dwa procent moich myśli.

Pół ligi zainteresowane graczem Korony. Legia też?!

Stanisław Czerczesow
Autor: Michał Wielgus Stanisław Czerczesow

- To był sezon, w którym Legia miała cały czas pod górę?
- Tak, choć przed pandemią wydawało się, że wszystko pod każdym względem już zaczyna się dobrze układać. Wtedy jednak natura pokazała nam, co potrafi. Ale z tym też uważam, że poradziliśmy sobie świetnie. Nie tyle na boisku, ile poza boiskiem, gdzie w większości klubów, ale też w ogóle wśród społeczeństwa panował marazm, desperacja i martwienie się o przyszłość. My jednak zakasaliśmy rękawy i zrobiliśmy największą w historii klubu i nowożytnej Warszawy akcję pomocową. Każdy przychodził do pracy i czuł w tym sens. Byliśmy jednością, która w tym trudnym czasie pokazała wszystkim Legię z zupełnie innej strony i uważam, że to też bardzo w przyszłości zaprocentuje.

- Jakie lekcje pan wyciągnął z poprzednich lat?
- Wiele. Ale nie ma takiej możliwości, by w piłce nie popełniać błędów. Jeśli chcesz się rozwijać, zawsze ryzykujesz. I my ryzykowaliśmy i będziemy ryzykować, ale w ostatnich latach robiliśmy wiele niestandardowych rzeczy, których być może teraz, z perspektywy czasu, zrobić nie powinniśmy. Mam tu na myśli przede wszystkim te pierwsze dwa lata, które nauczyły mnie bardzo wiele. W sensie ludzkim, czego szukać i czego nie szukać. Utwierdziłem się w pewnych przekonaniach. I na pewno mam do siebie pretensje o kilka rzeczy. Niestety często życie stawia cię w takiej sytuacji, że nie jesteś w stanie uniknąć pewnych błędów. Musisz podejmować decyzje, które są nieoptymalne. A za taką uważam np. pojawienie się w Legii Romeo Jozaka. Mieliśmy wtedy dwa dni. Nie było czasu na rozeznanie, ale z drugiej strony wiedziałem, że muszę coś zmienić. Ta zmiana, choć to teraz może wydawać się nienaturalne, w moim odczuciu była konsekwencją odejścia z Legii Stanisława Czereczesowa. To był ten moment, który sprawił, że później wiele rzeczy nie potoczyło się tak, jak powinno, bo uważam, że Czerczesow nigdy z Legii nie powinien zostać zwolniony. Wtedy nie byłoby sytuacji z Jackiem Magierą, który choć odniósł sukces w Lidze Mistrzów, to nie był jeszcze gotowy, by prowadzić tę drużynę. Nie byłoby Besnika Hasiego, ale też Vadisa Odjidji-Ofoe. Więc coś za coś. Ale gdyby to nie była Legia i gdybym trzy lata temu nie miał takiej presji na zdobycie mistrzostwa, na kontynuowanie tego, co było przedtem, to zmieniłbym wtedy wszystko, wyczyścił i zrobił od razu tak, jakbym chciał. Ale presja na mistrzostwo była zbyt duża, co z perspektywy czasu i tak okazało się nie najlepsze dla Legii. Zapłaciliśmy za dużą cenę, bo później nic z tego mistrzostwa tak naprawdę nie wyniknęło, bo przecież i tak nie graliśmy w pucharach. Ale żeby była jasność: dla nas zawsze priorytetem będzie zdobywanie trofeów, a potem szkolenie i sprzedawanie piłkarzy - to w drugiej kolejności. W ten sposób chcemy konstruować te drużyny, by były w stanie zdobywać mistrzostwo i grać w pucharach. A przy tym mieć szkolenie na takim poziomie, by młodzi też stanowili wartość. Bo w Legii młody nie może grać dlatego, że jest młody. I to się właśnie zaczyna dziać. Prawda jest taka, że za nami dopiero pierwszy pełny sezon, w który poustawialiśmy wszystko tak, jak chcieliśmy. Z trenerem, który teoretycznie jest młody i niedoświadczony, ale doskonale rozumiejący klub i jego filozofię. Mający odpowiedni charakter i cały czas chcący się rozwijać. I z piłkarzami, którzy nie są niesprzedawalni, jak w poprzednich latach, bo często są to młodzi, zdolni Polacy, którzy na boisku pracują na siebie i na Legię.

Tytuł dla Legii, Piast w Europie. Najważniejsze wydarzenia 35. kolejki

- A miał pan w zeszłym roku chwilę zawahania, kiedy podpisywał kontrakt z trenerem Vukoviciem?
- Nie. Nawet po przegraniu mistrzostwa Polski takiej chwili nie miałem, bo wiedziałem, co chcemy zbudować. Jak ma wyglądać ta drużyna i mam tu na myśli nie tylko piłkarzy, ale też sztab, który się zmienił.

- Najważniejszy moment tego sezonu?
- Nie wiem, czy jest jeden taki moment.

- Mecz z Lechem na jesieni?
- Na pewno to był mecz, który zmienił ten sezon. Z fajną historią. Po godzinie gry, kiedy przegrywaliśmy 0:1, wszyscy myśleli, że to już koniec. Na trybunach była pełna szydera. A my nie tylko zdołaliśmy doprowadzić do remisu, ale z ławki wszedł też Maciej Rosołek, który zdobył zwycięską bramkę.

- Jak pan zareagował na to, co wtedy działo się na trybunach? Były kpiny, pana karykatury leżały na krzesełkach...
- Takie rzeczy mnie nie motywują, zdenerwowałem się tą sytuacją. Po raz kolejny zrozumiałem, że kiedy wygrywamy to zawsze „my”, a po porażkach jestem sam z wąską grupą ludzi. Niewielu mówi „przegraliśmy”, ale ja to akceptuję – to część sportu, futbolu w szczególności. Wiedziałem jedno, że muszę się trzymać swojego planu, własną determinacją iść do przodu, nie poddawać się temu, co dookoła. Kiedy wygrywamy, też się nie napawam sukcesem, nie mówię sobie „ale jestem wspaniały”, bo wiem, że za chwilę to się odwróci i będzie coś nie tak.

Rozmowa z Javierem Ajenjo Hyjkiem z Atletico, który przyszedł do Piasta

Michał Karbownik
Autor: Cyfrasport Michał Karbownik

- Jakie ma pan relacje z trenerem Vukoviciem?
- Mało kto zauważa, że Vuko był w sztabie przynajmniej pięciu ostatnich trenerów. Zawsze był asystentem, a to nie jest normalne. Przy Sa Pinto to nie było coś zwyczajnego – nawet z Krzyśkiem Dowhaniem mieliśmy kłopot, żeby pracował z bramkarzami. Był drugim szkoleniowcem, pogodził się z rolą, a Ricardo Pereira był świetnym fachowcem. Wracając do Vuko – to nie przypadek, że tyle lat tu pełnił rolę asystenta. Uczył się od każdego, był szykowany do obecnej roli. Czerpał dobre rzeczy i widział, jakich błędów nie popełniać. Nasza relacja jest partnerska, oparta o szczerość i bezpośredniość. Ważną rolę pełni dyrektor sportowy Radek Kucharski – to kluczowa osoba, jeśli chodzi o układanie planu sportowego. Zdjął ze mnie dużą część tego, co wisiało.

- Podobno chciał go zatrudnić PAOK Saloniki.
- To prawda, ale sądzę że nie ma lepszego klubu na świecie, w którym można pracować jako dyrektor sportowy, mając takiego właściciela i prezesa jak ja. Daję mu wolną rękę i wiele możliwości działaniu według własnego uznania. Jeśli zgłosi się Manchester United albo Barcelona, to pewnie by skorzystał. Mnie cieszy, że zagraniczne  kluby interesują się nie tylko piłkarzami.

- W pierwszych trzech rundach eliminacji europejskich pucharów będzie tylko jeden mecz. Co to oznacza?
- To dla nas niekorzystne, będzie pełna loteria. Mecze będą się odbywać bez kibiców, czyli naszego ogromnego atutu. Być może przyjdzie nam lecieć gdzieś do Kazachstanu i grać w upale na sztucznej murawie. Drugi mecz zawsze dawał szansę odrobić jakieś straty, ale wszyscy będą mieli tak samo.

- Dużo silniejsza będzie Legia, którą kibice zobaczą w pucharach?
- Sądzę, że tak. Okaże się jak bardzo. U nas sporo będzie zależało od tego, jaką będziemy drużyną, a nie od indywidualności. Przed pandemią zaczęliśmy dobrze grać jako zespół. Szatnia się lubi, piłkarze są ze sobą i za sobą. Mówiąc o wzmocnieniach, musimy wiedzieć, czy nowy piłkarz pasuje do układanki. Niekoniecznie trzeba się lubić, ale jeden powinien szanować drugiego za to, jakim jest człowiekiem.

- Czy Michał Karbownik odejdzie?
- Zakładam, że zostanie do zimy. Chciałbym, żeby zagrał z nami w pucharach, jako zawodnik Legii zadebiutował w reprezentacji Polski, by było widać, jak się rozwija. Jeśli jednak przyjdzie oferta satysfakcjonująca nas i zawodnika, on będzie widział możliwość rozwoju, to na siłę go nie zatrzymamy.

Igor Angulo dla SE: Najpierw dokończę sezon, a potem zadecyduję, gdzie zagram [wywiad]

Bartosz Kapustka, Leicester City
Autor: eastnews Bartosz Kapustka, Leicester City

- Jest taka oferta?
- Okno transferowe dopiero się zacznie. Zainteresowanie jest duże, codziennie odbieram telefony i słyszę „daj mi trzy dni, to sprzedam Karbownika”.

- Legię stać, by nie sprzedawała Karbownika?
- Przez chwilę tak, ale ogólnie nie. Na tym polega model funkcjonowania, że przynajmniej raz w roku sprzedamy przynajmniej jednego zawodnika za wysokie kwoty.

- Kto jeszcze może odejść?
- Większość zawodników Legii wzbudza mniejsze lub większe zainteresowanie.

- Jakich model będzie obowiązywał przy sprowadzaniu nowych zawodników?
- Nie jesteśmy jeszcze na takim poziomie, by brać zawodników, których samo nazwisko przyciągnie ludzi na trybuny. To jeszcze przed nami. Nim kogokolwiek weźmiemy, najpierw patrzymy na naszych młodych graczy – czy są w stanie wejść do drużyny i walczyć o miejsce w składzie. Później zawsze popatrzymy na wyróżniających się ligowców. Większość z nich szybko przekonuje się, jakim klubem jest Legia i chcieliby w niej grać. Jesteśmy w stanie próbować ich sprowadzić, ale czasem dostają lepsze oferty. Do tego dochodzą kolejni gracze z zagranicy. Staramy się brać zawodników bardziej do jedenastki niż jako uzupełnienia składu. Postaramy się także sprowadzić młodszych graczy, wypromować ich i sprzedać. Idealnym przykładem jest Luquinhas. Pogra u nas jeszcze pół roku, rok i odejdzie za dobrą kwotę.

- Czy uda się sprowadzić Bartosza Kapustkę?
- Ma jeszcze roczny kontrakt z Leicester. Bartek to idealny przykład piłkarza, który już co najmniej rok temu powinien zagrać w Legii. Gdyby chciał się u nas odbudować, zapraszamy.

Zabójczy kwadrans Piasta. Tak Parzyszek i Jorge Felix trafiali z Jagiellonią [wideo]

Lechia Gdańsk, Duszan Kuciak
Autor: CyfraSport Lechia Gdańsk, Duszan Kuciak

- Zmieniły się relacje z innymi klubami ekstraklasy? Łatwiej sprowadzić piłkarza?
- Nie. Przede wszystkim piłkarze muszą chcieć do nas przyjść. Z klubami rozmawia się trudniej. Racjonalnie zachowała się Jagiellonia, kiedy chcieliśmy Arvydasa Novikovasa – mamy dobre relacje z Czarkiem Kuleszą. Może jak kiedyś sprzedamy Bartka Slisza, to nastawienie się zmieni.

- Trener Vuković powiedział, że to najlepiej zainwestowane 1,5 mln euro w historii klubu.
- Zgadzam się z nim. Widzimy, jak może się rozwinąć. Nie nałożymy na niego presji, że od razu ma być liderem i ciągnąć zespół. Ale ma do tego potencjał, pokazał to choćby w sobotę. Liczę, że pogra dwa lata i odejdzie do dobrego klubu.

- Kiedy następny transfer?
- Kilka rozmów się toczy, za miesiąc gramy w pucharach.

- Kto zastąpi Radosława Majeckiego?
- Szukamy bramkarza, choć Radek Cierzniak świetnie zagrał w sobotę. Jeśli jednak chcemy grać w Europie, to nie możemy zostać tylko z nim i niedoświadczonym Wojtkiem Muzykiem. Rywalizacja w bramce musi być na najwyższym poziomie.

- Napastnik?
- Kontuzja Jose Kante wymusza na nas sprowadzenie napastnika. Kante wróci do treningów dopiero w sierpniu.

- Alon Turgeman z Wisły Kraków ma klauzulę 400 tys. euro. Nie brzmi kusząco?
- Chcemy grać szybko i na wysokiej intensywności. Wiemy, że on potrafi strzelać gole i ładnie się porusza. Ale Carlitos też strzelał, tyle że pod niego trzeba było ustawiać cały zespół. Nie wiem, jak jest z Turgemanem.

Legia w Lidze Mistrzów? Wyjaśniamy jak będzie wyglądała droga mistrza Polski do tych rozgrywek

W maju Jorge Felix z Piastem Gliwice cieszył się z mistrzostwa Polski 2019
Autor: Cyfra Sport W maju Jorge Felix z Piastem Gliwice cieszył się z mistrzostwa Polski 2019

- Damjan Bohar?
- Nieee. Raczej nikt nie zapłaci za niego miliona euro, chyba że za granicą.

- Denis Alibec?
- To dobry piłkarz, chcielibyśmy go. Byliśmy z nim już dogadani, właściciel jego klubu obiecał, że pozwoli mu odejść, ale nie dotrzymał słowa. Ciężko się z nimi rozmawia.

- A Przemysław Płacheta?
- On już prawie był u nas. Mieliśmy prawie wszystko dogadane, ale się nie udało.

- Jorge Felix?
- Wiemy, że kończy mu się kontrakt z Piastem. Na polską ligę to fantastyczny zawodnik, ale czy jest w stanie grać na wyższym poziomie pod względem przygotowania fizycznego i intensywności? Gra między liniami, to dobry, inteligentny zawodnik…

- Jak bolesny dla budżetu byłby kolejny brak awansu do fazy grupowej pucharów?
- Bardzo. Mamy to wpisane w budżet, puchary są niezbędne, byśmy szli do przodu. Nie zrobimy postępu, łatając dziurę transferami.

- Dla Legii to chyba ważne, z finansowego punktu widzenia, że udało się dokończyć sezon?
- Tak, bo nikt nie będzie kwestionował wypłaty ostatniej raty z tytułu praw telewizyjnych i reklamowych. Bez tego byłoby nam trudno spiąć budżet. Liczę, że niebawem na obiekty wrócą w komplecie kibice. Dla nas, Lecha, Wisły Kraków mecze bez udziału publiczności to problem dla całego działu komercyjnego.

- Prezes Zbigniew Boniek powiedział, że postawił pan sobie piękny pomnik w Książenicach.
- Jestem dumny, Legia Training Center to „moje dziecko”, ale nie pomnik dla mnie. Tak samo ważna jak piękny stadion. Cieszy mnie, że wyznaczamy jakieś trendy – buduje Pogoń, Lech, Cracovia Jagiellonia...

- Ilu prezesów ligi dzwoniło z gratulacjami?
- Niemal wszyscy.

- Lech też?
- Tak, mamy bardzo dobre kontakty.

- A zza granicy?
- Choćby Edwin Van der Saar z Ajaksu.

Udana zemsta Lecha na Lechii. Bardzo dobry mecz w Poznaniu

Michał Probierz
Autor: JACEK KOZIOŁ/SUPER EXPRESS Michał Probierz

- Da się już powiedzieć ile Legia straciła na pandemii?
- Proces strat nie jest zakończony, na razie liczymy je w dziesiątkach milionów zł.

- Jaki jest budżet na transfery?
- Jeśli nie sprzedamy Karbownika, to nie aż taki wielki. Pamiętajmy, że transfer to nie tylko kwota płacona klubowi, ale też pensja piłkarza, premia za podpis... Ale jesteśmy w stanie podziałać na rynku.

- Walka o Mladenovicia była trudna?
- Chciał tu przyjść, zagrać w europejskich pucharach, powalczyć o mistrzostwo. Jak na Polskę, płacimy bardzo dobrze – najwięcej. Stajemy się konkurencyjni w Europie. Filip dobrze się czuje w Polsce.

- A Kuciak?
- Znamy go. To dobry bramkarz, jedna z opcji, ale nie wiem, czy transfer jest możliwy do przeprowadzenia. Bo ma kontrakt z Lechią.

- Rocha dostanie nowy kontrakt?
- Nie planowaliśmy tego, ale w obecnej sytuacji, po kontuzji Marko zastanawiamy się, czy nie zaproponować mu umowy.

- Dziwi pana, że Ekstraklasa ani razu nie wybrała Aleksandara Vukovicia na trenera miesiąca?
- Nie. To jest Legia, jej łatwo nie przyznaje się wyróżnień. Wszyscy myślą, że trener tego klubu ma najlepszych zawodników, największy budżet i wszystko jest łatwiejsze. Nikt nie rozumie przez co trener Legii musi przechodzić i jak mało szkoleniowców by sobie tutaj poradziło. Nawet ci uważani za „polskiego Guardiolę”.

Najnowsze