W styczniu 2019 roku Sala zdecydował się opuścić Nantes, w którym występował przez ponad trzy lata. A że we Francji był skuteczny, to jego nowy pracodawca nie wahał się z głębszym sięgnięciem do kieszeni - Francuzi ustalili z Cardiff sumę odstępnego na 17 milionów euro. Gdy jednak transakcja była w fazie finalizacji i piłkarz leciał na testy medyczne oraz parafowanie wszelkich niezbędnych dokumentów, wydarzył się tragiczny w skutkach wypadek.
NOWE STANOWISKO organizatorów Złotej Piłki! Czy Robert Lewandowski dostanie nagrodę?
Od tej pory wokół kwestii finansowych całej operacji nie brakowało kontrowersji - Nantes wzywało do zapłaty odstępnego, Cardiff twierdziło, że za nic płacić nie musi. Ale przy tym Walijczycy zaoferowali wsparcie finansowe rodzinie Sali. Jak się jednak okazuje, były to obietnice bez pokrycia. Javier Canosa, agent rodziny zmarłego piłkarza, w rozmowie z agencją "AP" wyznał, że bez żadnego wyjaśnienia klub zdecydował się wycofać z oferty przekazania darowizny i rodzina zawodnika wróciła do Argentyny bez żadnych pieniędzy.
To kolejna odsłona rozgrywek finansowych wokół sprawy śmierci Emiliano Sali i związanych z nią następstw. Cardiff ze swojej strony enigmatycznie podkreśla, że problem stanowi przedstawiciel rodziny Argentyńczka i to z jego powodu darowizna wciąż nie trafiła (i nie trafi?) na konto bliskich zmarłego sportowca.