Złota sztafeta: Przed finałem nacieraliśmy się srebrem wioślarek! Teraz będziemy nacierać innych złotem [ROZMOWA Z MISTRZAMI]

2021-07-31 17:35
Sztafeta mieszana 4x400 metrów IO Tokio 2020
Autor: SE/ Paweł Skraba Sztafeta mieszana 4x400 metrów IO Tokio 2020

Mamy wreszcie złoto! Sztafeta mieszana 4x400 m w składzie Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński we wspaniałym stylu triumfowała w finale, zostawiając w tyle Dominikanę i Amerykanów. Co powiedzieli nasi mistrzowie olimpijscy? Duszyński zaskoczył, zdradzając co studiował i o czym pisze doktorat, a Święty-Ersetic wyjawiła m.in. jak naprawdę jest z jej kontuzją. Poniżej rozmowa ze złotą sztafetą.

- Emocje w czasie biegu były ogromne. Opowiedzcie o nich.

Natalia Kaczmarek: To są takie emocje, że sami chyba jeszcze nie wiemy, co się wydarzyło i dopiero to do nas dociera. Ja mam zdarte gardło, bo tak krzyczeliśmy. Myślę, że dotrze do nas może jutro, co się tu wydarzyło.

Justyna Święty-Esetic: Jutro? Myślę, że za tydzień! (śmiech)

N. Kaczmarek: Na razie nie wiemy co się dzieje!

Karol Zalewski: Po biegu słanialiśmy się ze zmęczenia i ledwo głowy mogliśmy podnieść, żeby zobaczyć co dalej dzieje się na bieżni. Justyna i Kajtek świetnie walczyli do samego końca. I jak zobaczyliśmy, że Kajetan wybiega na ostatnią prostą i ma przewagę dwóch, trzech metrów, to od razu wystrzeliliśmy do góry, żeby do niego jak najszybciej podbiec i cieszyć się razem.

Ten szczegół pomógł Polakom zdobyć złoty medal! Duszyński wszystko wyśpiewał

- Justyna, szarpnęłaś od razu. Zupełnie jak nie ty. Nie czekałaś...

J. Świety-Ersetic: - Tym razem faktycznie tak było. Dostałam pałeczkę na drugiej pozycji i dowiozłam też na drugiej. Śmiałam się potem, że chyba po raz pierwszy nikt mnie nie wyprzedził na dystansie. Walczyłam zacięcie. Myślę, że wczorajszy bieg, w którym pobiegła pozostała część dziewczyn i Dariusz Kowaluk, nas jeszcze bardziej napędził i chcieliśmy też pobiec jak najszybciej, żebyśmy mogli wszyscy potem świętować. Mam nadzieję, że dziewczyny nie będą już spały, jak wrócimy do wioski.

- Jak twoja kontuzja mięśnia?

J. Święty-Ersetic: - Nie jest idealnie, ale jest na tyle dobrze, że mogłam dzisiaj pobiec. A co będzie jutro z tą nogą? Zobaczymy. Tak naprawdę o tym nie myślę. Jestem w takiej euforii, że kompletnie nie czuję co się dzieje z tym mięśniem. Byłam bardzo zmotywowana, chciałam być częścią tej drużyny i cieszę się, że się udało.

- Trudno było podjąć decyzję, kto pobiegnie w finale? Rozmawiałyście ze sobą o tym?

J. Święty-Ersetic: - Na pewno dziewczynom jest przykro, że to nie one wystartowały w finale, ale tak naprawdę to było jasne od początku, że innym składem biegamy eliminacje a innym finał. Oczywiście zależało to też od mojego zdrowia, czy dam radę, ale na rozgrzewce stwierdziłam, że będzie OK. Jest to nasz wspólny ogromny sukces i chciałabym, żebyśmy mogli wszyscy wejść na podium. Czy się tak stanie? Nie wiem. Nawet nie do końca wiem, jakie są tutaj przepisy.

- Natalia, ty byłaś na drugiej zmianie. Były duże nerwy, gdy odbierałaś pałeczkę od rozpędzonego Karola?

- N. Kaczmarek: Ja się bardzo stresowałam, bo wiedziałam, że Karol jest bardzo szybki i bałam się, że może na mnie wpaść. Pierwszy raz też biegłam drugą zmianę i trochę niepokoiło mnie też to zejście do środka. Wiedziałam, że bardzo szybkie dziewczyny ze mną biegną i bałam się, że mnie zamkną. Starałam się ruszyć jak najszybciej i myślę, że dobrze sobie poradziłam. Cały czas kontrolowałam sytuację i nie zrobiłam niczego głupiego.

- To teraz bohater ostatniej akcji. Kajetan, dźwigałeś na barkach oczekiwania 40-milionowego narodu! Nie było ciężko?

Kajetan Duszyński: - Sam tego nie dźwigałem. Myślę, że to się rozłożyło na całą naszą czwórkę. Ale stresowałem się mocno choć chyba nawet bardziej byłem zdenerwowany w eliminacjach. Teraz było troszeczkę lżej i chyba zdołałem urwać na ostatniej prostej tyle, ile zapowiadałem w rozmowie z trenerem. Ja tylko zwieńczyłem robotę całego zespołu. Nie miałem na tyle trudnej zmiany, żeby jej nie wywieźć na pierwsze miejsce. Starałem się przyczaić na pierwszych dwustu metrach, a moi rywale mi to umożliwili, bo tempo nie było zbyt szybkie i ja to wykorzystałem.

Trener Kajetana Duszyńskiego: - To był bieg światowej klasy!

- Finiszowałeś jak Michael Johsnon z Siemianowic Śląskich (rodzinne miasto biegacza, red.)

K. Duszyński: - Jaki kraj, taki Michael Johnson! (śmiech)

- Podobno studiowałeś biotechnologię.

K. Duszyński: - To prawda. Skończyłem biotechnologię, a obecnie jestem na doktoracie z krystalografii białek. To bardzo ważna dziedzina nauki i trzeba ją popularyzować, bo leży u podstaw medycyny. Pomaga między innymi w walce z pandemią, bo pomaga projektować nowe leki.

- Dużo lepiej smakuje ta wygrana z Amerykanami w finale, niż wtedy gdyby ich nie było? (po dyskwalifikacji w eliminacjach złożyli protest i przywrócono i ich do finału)

K. Zalewski: Zdecydowanie tak. Cały czas pamiętam sytuację z Birmingham, gdzie Amerykanie z nami przegrali. Spuścili głowy i nie chcieli wejść na podium. Mieliśmy z tyłu głowy, że nie potraktowali nas wtedy poważnie. Teraz była okazja znów im się za to odegrać. Dzisiaj Amerykanie podeszli do nas i przybili piątki. Myślę, że czegoś się po tamtej lekcji nauczyli.

- Justyna, pobiegniesz indywidualnie czy już tylko w sztafecie 4x400 m?

J. Święty-Ersetic: Nie wiem. Być może będzie tak, że wycofam się z biegu indywidualnego na rzecz sztafety. Muszę ochłonąć i zobaczymy, w jakim stanie będzie ta noga. Nie chcę teraz składać żadnych deklaracji. Liczyłam głównie na medal w sztafecie żeńskiej, a tu mam już złoto, choć igrzyska tak naprawdę dla mnie dopiero się zaczęły. Jest to coś rewelacyjnego. Miejmy nadzieję, że rozwiązaliśmy ten lekkoatletyczny worek i teraz będą medale same do niego wpadały.

Wielka premia za złoto! Góra pieniędzy wyląduje na koncie mistrzów olimpijskich

Kiedy uwierzyliście że może być to złoto?

K. Duszyński: Zdradzę, że mamy teraz nową technologię. Chodzi o nowe kolce, które na treningach bardzo nam pomagały w uzyskiwaniu coraz lepszych czasów. Trenerzy podczas sezonu halowego już widzieli, że dziewczyny, które w tych kolcach zaczęły biegać wcześniej niż my, uzyskiwały dużo lepsze czasy. Świat na początku sezon nam uciekł, bo my tych butów jeszcze wtedy nie mieliśmy. Dostaliśmy je na ostatni miesiąc przygotowań i uczyliśmy się biegać w nowym obuwiu i nagle biliśmy na treninach rekordy życiowe na dystansach 200, 300, 350, 450 i 500 metrów. Trenerzy nie do końca wierzyli w to co widzieli. Musieliśmy się przekonywać, że to wszystko jest prawda i że stadion nie jest za krótki i że te nowe kolce rzeczywiście są takie szybkie. Dlatego myślę, że mogliśmy się spodziewać, że tutaj poprawimy rekord Polski sprzed 2 lat. I wiedzieliśmy, że będziemy walczyć o najwyższe cele.

- Czym te kolce się różnią od poprzednich?

K. Duszyński: Podeszwa jest dużo bardziej twarda, góra buta jest dużo bardziej miękka. Inaczej te buty leżą na nodze i inaczej przenoszą krok biegowy w przód. Zupełnie inne bieganie.

N. Kaczmarek: Te buty naprawdę robią różnicę, super się w nich biega, ale oczywiście same nie biegają, trzeba też mieć formę. Pomagają, ale fakt jest taki, że praktycznie wszyscy w tym finale biegali w tych nowych kolcach.

- Podobno nacierałyście się przed biegiem srebrnymi medalami wioślarek...

N. Kaczmarek: To prawda! Nacierałyśmy się i to było niesamowite uczucie. Srebrem a wyszło złoto. Teraz będziemy innych polskich sportowców naszymi medalami nacierać.

Komu dedykujecie to złoto?

K. Zalewski: Jest tyle nazwisk, że nie mógłbym jednym tchem wymieniać.

K. Duszyński: Ja zdecydowanie mojej rodzinie, moim dziadkom i mamie oraz mojej dziewczynie Andżelice

J. Święty-Ersetic: Przede wszystkim mojej rodzinie, która jest ze mną na dobre i na złe. Teraz kiedy przytrafiła mi się na ostatniej prostej ta kontuzja, mocno mnie wspierali i przekonywali, że dam radę. Również mojemu trenerowi, dzięki któremu jestem w tym miejscu i mogę biegać. Całemu sztabowi medycznemu, dzięki któremu mogłam pobiec, choć niektórzy postawili już na mnie krzyżyk. Ja sama na sobie też ten krzyżyk troszeczkę postawiłam. Dziewczynom ze sztafety oczywiście też. Stworzyłyśmy fajną drużynę i teraz zbieramy sukcesy.

N. Kaczmarek: Justyna już wszystkich wymieniła (śmiech). Ja dodam rodziców i mojego chłopaka (kulomiot Konrad Bukowiecki, red.), który też będzie walczył o medal mimo wielu kłopotów zdrowotnych. On trochę się dołuje, a ja mam super sezon i pomimo tego mnie cały czas wspiera. Za to mu dziękuję.

Tokio, Michał Chojecki

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze